Inauguracja nekropolii Lossowów

Inauguracja nekropolii Lossowów

Cmentarze milczą tylko pozornie. Czasami wystarczy oczyścić kamień, podnieść przewróconą płytę i na nowo odczytać zatarte nazwisko, aby przemówiła historia. Nie ta wielka, zapisana w podręcznikach, lecz najbliższa: historia ludzi, którzy mieszkali w sąsiednich miejscowościach, gospodarowali na tej samej ziemi, odbudowywali kościoły, walczyli o niepodległość i byli grzebani przez tych, którzy znali ich osobiście.

Tak podniosłej, symbolicznej, a zarazem prawdziwie wzruszającej uroczystości Ziemia Kościańska dawno nie oglądała. W niedzielę 16 sierpnia w Racocie oficjalnie zainaugurowano odnowioną nekropolię rodziny Lossowów. Nie był to ponowny pogrzeb ani ustanowienie nowego miejsca pochówku. Było to uroczyste zakończenie prac konserwatorskich, ale przede wszystkim przywrócenie pamięci o ludziach, których nazwiska przez dziesięciolecia znikały pod warstwami zabrudzeń, mchów i momentami obojętności.

               

Punktualnie o godzinie 16.00 zebranych powitał dr Emilian Prałat, inicjator rewaloryzacji oraz prezes Fundacji „Bonum adipisci” – Dążyć do dobra. Wśród gości znaleźli się m.in. Wojciech Zieliński, praprawnuk spoczywającego w Racocie Dobrogosta Lossowa wraz z córką Anną, Teresa Mikołajczak-Duda, zastępca przewodniczącego Rady Powiatu Kościańskiego, wójt Gminy Kościan Andrzej Przybyła, jego zastępca Mirosław Duda oraz radny Mirosław Mądry. Towarzyszyło im kilkudziesięciu uczestników, dla których historia tego miejsca okazała się czymś więcej niż odległą opowieścią.

Szczególne znaczenie miała obecność Wojciecha Zielińskiego i jego córki Anny. W ich osobach rodzinne drzewo genealogiczne przestawało być układem nazwisk i dat. Stawało się żywą więzią prowadzącą wprost do jednego z odnowionych nagrobków.

Ponad sto lat w Gryżynie

Przypominając historię Lossowów, Emilian Prałat zwrócił uwagę na ich ponadstuletnie związki z Gryżyną. Dobra gryżyńskie znalazły się w rękach rodziny w 1838 roku, kiedy nabyli je Konstanty Lossow i jego żona Matylda z Twardowskich. Majątkiem zarządzały następnie kolejne pokolenia: Apolinary, Aleksander i Józef Lossowowie. Nie była to jednak wyłącznie historia własności ziemskiej. Lossowowie należeli do tych wielkopolskich rodzin, które swoją pozycję łączyły z obowiązkiem dobrego gospodarowania, działalnością społeczną i odpowiedzialnością za miejscową wspólnotę.

Dzieje gryżyńskiego dworu są zarazem opowieścią o ekumenizmie praktykowanym na długo przed tym, zanim słowo to zaczęło pojawiać się w oficjalnych deklaracjach. Mężczyźni z rodziny Lossowów należeli do Kościoła Ewangelicko-Reformowanego, historycznie określanego jako kalwiński, podczas gdy w ich domu obecna była również tradycja katolicka. Halina Lossow wspominała, że dopiero jako ośmioletnia uczennica dowiedziała się od nauczycielki, iż jest ewangeliczką reformowaną. W domu różnica wyznania nie stanowiła bowiem granicy dzielącej ludzi.

Najbardziej wymownym świadectwem tej postawy pozostaje odbudowa katolickiego kościoła św. Barbary w Gryżynie. Po pożarze w 1884 roku Aleksander Lossow, jako kolator świątyni, sfinansował jej odtworzenie. Protestancki ziemianin ratował katolicki kościół, ponieważ był on częścią wspólnego dziedzictwa miejscowości. Trudno o czytelniejszą lekcję odpowiedzialności za dobro wykraczające poza granice własnej konfesji.

Równie istotny był polski i patriotyczny charakter gryżyńskiego domu. Po śmierci Aleksandra Lossowa Joanna z Lossowów nie zgodziła się na pogrzeb prowadzony przez pastora z Leszna, który nie znał języka polskiego. Ceremonia odbyła się dopiero po przybyciu polskojęzycznego duchownego z Warszawy, przy jednoznacznym zakazie wygłaszania przemówień w języku niemieckim. W czasach zaborów język pogrzebu stawał się w ten sposób wyznaniem narodowej tożsamości.

Syn Aleksandra, Józef Antoni Lossow, w styczniu 1919 roku objął dowództwo formowanego w Poznaniu oddziału kawalerii, z którego wyrósł późniejszy 15. Pułk Ułanów Poznańskich. Kolejne pokolenie zapłaciło za wierność Polsce własną krwią. Adam Lossow walczył we wrześniu 1939 roku w szeregach 17. Pułku Ułanów Wielkopolskich. Trzykrotnie ranny, dostał się ze szpitala do niemieckiej niewoli i do końca wojny pozostawał w oflagu. Aleksander „Alik” Lossow-Niemojowski, ciężko ranny podczas bitwy nad Bzurą, pomimo trwałego inwalidztwa zaangażował się w konspirację i Powstanie Warszawskie. Ranny 5 sierpnia 1944 roku na Woli, został przeniesiony do Szpitala Karola i Marii, a następnego dnia rozstrzelany przez Niemców wraz z grupą pacjentów i pracowników placówki.

Siedem ocalonych nagrobków

Odnowiona nekropolia znajduje się na dawnym cmentarzu ewangelickim w Racocie, będącym obecnie cmentarzem komunalnym. Tworzy ją siedem nagrobków: Joanny z Lossowów Lossow, Aleksandra Lossowa, Dobrogosta Lossowa, Heleny z Lossowów Osowickiej, Matyldy z Twardowskich Lossow, Konstantego Lossowa oraz Ewy z Lossowów Ziołeckiej.

Ich stan przez lata systematycznie się pogarszał. Kamienne elementy traciły stabilność, inskrypcje stawały się coraz mniej czytelne, a niektóre płyty wymagały pilnej interwencji konstrukcyjnej. Rewaloryzację poprzedziła szczegółowa inwentaryzacja przeprowadzona jesienią 2025 roku. W następnym roku zdemontowano elementy nagrobków, usunięto zdegradowane warstwy dawnego posadowienia i wykonano nowe żelbetowe ławy fundamentowo-stabilizujące. Kamień został oczyszczony, zabezpieczony i zaimpregnowany, a inskrypcjom przywrócono czytelność. Szczególnej naprawy wymagała uszkodzona płyta nagrobna Konstantego Lossowa, którą wzmocniono konstrukcyjnie. Po ponownym montażu nagrobków uporządkowano również otoczenie nekropolii i uzupełniono je starannie dobraną zielenią.

Najważniejszy rezultat można opisać prosto: siedem historycznych nagrobków odzyskało stabilne posadowienie, czytelne inskrypcje i godną ekspozycję, przy zachowaniu autentycznej substancji oraz indywidualnych cech kamienia.

Łączna wartość przedsięwzięcia wyniosła 34 808,95 zł. Jego realizację umożliwiło zaangażowanie Fundacji „Bonum adipisci” – Dążyć do dobra, potomków rodziny Lossowów – Konstantego Zygmunta Lossowa i Wojciecha Zielińskiego – oraz wsparcie Gminy Kościan, Parafii w Racocie i DANKO Hodowla Roślin.

Podczas uroczystości Emilian Prałat odczytał również notatkę potwierdzającą odbiór wykonanych prac przez Delegaturę Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Lesznie. Podziękował wszystkim osobom i instytucjom zaangażowanym w przedsięwzięcie. Szczególne słowa wdzięczności skierował do Firmy Kamieniarskiej „Granit-Mar” Mirosława Grysia, odpowiedzialnej za całość prac kamieniarskich, oraz do ks. Stanisława Tokarskiego, proboszcza parafii racocko-gryżyńskiej, za życzliwość i wsparcie udzielane na kolejnych etapach realizacji. Odrębne podziękowania otrzymali fundatorzy, darczyńcy i mecenasi rewaloryzacji.

Gest zamiast przecięcia wstęgi

Symboliczne zainaugurowanie nekropolii miało formę prostego, ale niezwykle wymownego gestu. Emilian Prałat poprosił Annę i Wojciecha Zielińskich, aby uniósł wstęgę przesłaniającą herb Lossowów, wykonany w masie ceramicznej przez Annę Miler. Nie było nożyczek ani efektownego przecięcia wstęgi. Było odsłonięcie znaku rodzinnego przez potomka człowieka, którego grób znajdował się tuż obok.

Po tym geście Wojciech Zieliński zabrał głos. W tym momencie historia przestała należeć wyłącznie do archiwów i opracowań. Przemawiał człowiek, którego rodzinna pamięć prowadziła bezpośrednio do odnowionej nekropolii.

Do zebranych zwrócił się również wójt Andrzej Przybyła, reprezentujący samorząd Gminy Kościan, który wsparł przedsięwzięcie. Następnie ks. Stanisław Tokarski odmówił modlitwę za zmarłych. Jej dopełnieniem było przesłanie odczytane przez Emiliana Prałata, odnoszące się do tradycji ewangelicko-reformowanej, z którą związani byli Lossowowie, oraz do równości, tolerancji i wdzięcznej pamięci. Przypomniano, że troska o groby nie może zależeć od wyznania pochowanych, ich pochodzenia ani od zmiennych ocen kolejnych epok. Śmierć odbiera ludziom dawne tytuły i stanowiska. Pamięć powinna natomiast przywracać im imiona.

Po modlitwie Anna i Wojciech Zielińskicy, Andrzej Przybyła i ks. Stanisław Tokarski zapalili cztery lampiony dopełniające aranżacji nekropolii. Cztery światła połączyły potomków rodziny, społeczników, samorząd i Kościół. Złożono również kwiaty.

Głos nieobecnego

Najbardziej osobistym momentem uroczystości było odczytanie przez Wojciecha Zielińskiego listu Konstantego Zygmunta Lossowa, ostatniego przedstawiciela wielkopolskiej linii rodu. Wiek i stan zdrowia nie pozwoliły mu przyjechać z Warmii do rodzinnej Wielkopolski. Jak jednak napisał: „nie ma i dawno nie było uroczystości, na której bardziej chciałbym być”.

W liście dziękował Emilianowi Prałatowi i członkom Fundacji „Bonum adipisci” za podjęcie inicjatywy, uzyskanie wymaganych uzgodnień konserwatorskich i przeprowadzenie kompleksowej renowacji. Wspominał swoją pierwszą wizytę w Racocie na początku lat siedemdziesiątych XX wieku. Nagrobki znajdowały się wówczas w stosunkowo dobrym stanie. Później obserwował jednak ich stopniową degradację, której nie mogły powstrzymać doraźne próby czyszczenia. Dlatego wiadomość o profesjonalnym odnowieniu rodzinnego miejsca pamięci przyjął z ogromną radością i wdzięcznością.

„Proszę przyjąć moje najserdeczniejsze podziękowania Panu osobiście i członkom Fundacji «Bonum adipisci» za inicjatywę, uzyskanie akceptacji konserwatora zabytków i kompleksową renowację tej małej nekropolii mojego rodu” – pisał.

List nie ograniczał się jednak do podziękowań. Był zwięzłą, ale przejmującą opowieścią o czterech pokoleniach gospodarzy Gryżyny, o ekumenizmie obecnym w codziennym życiu dworu i o niewzruszenie polskim charakterze domu Lossowów. Konstanty Zygmunt Lossow przypominał zarówno odbudowę katolickiego kościoła przez jego ewangelickiego przodka, jak i wojenne losy Adama oraz Aleksandra Lossowów.

Szczególnie mocno zabrzmiały słowa poświęcone Aleksandrowi „Alikowi” Lossowowi-Niemojowskiemu, żołnierzowi Września 1939 roku, konspiratorowi i powstańcowi warszawskiemu, którego ciała nigdy nie odnaleziono: „A więc ostatni męski przedstawiciel gryżyńskiej linii Lossowów nie ma nawet grobu. A był to mój ojciec chrzestny”.

Wobec tych słów siedem uratowanych nagrobków nabierało jeszcze głębszego znaczenia. Przypominały również o tych, których pochowano gdzie indziej, oraz o tych, którzy własnego grobu zostali pozbawieni.

Historia opowiedziana kamieniem i obrazem

 

Po zakończeniu ceremonii uczestnicy mogli zapoznać się z okolicznościową, polsko-angielską tablicą poświęconą Lossowom. Przedstawiono na niej dzieje obecności rodziny w Gryżynie, drzewo genealogiczne oraz archiwalne fotografie. To ważne dopełnienie prac konserwatorskich. Ocalony kamień bez opowieści pozostaje bowiem niemy. Dopiero nazwiska, rodzinne powiązania, fotografie i historyczny kontekst pozwalają zobaczyć w nagrobku ślad konkretnego człowieka. Wykonano również wspólne zdjęcie przy odnowionych nagrobkach.

Około godziny 17.00 druga część spotkania rozpoczęła się w pałacu w Racocie. Przy kawie i cieście goście mogli rozmawiać z potomkami rodziny, obejrzeć pamiątki przekazane przez Konstantego Zygmunta Lossowa oraz zwiedzić pałac.

Muzyka jako kolejny język pamięci

O godzinie 17.30 rozpoczął się recital wiolonczelowy Aleksandry Awtuszewskiej – absolwentki poznańskiej Szkoły Talentów i Akademii Muzycznej w Poznaniu oraz stypendystki włoskiej Accademia Musicale Chigiana. Artystka koncertowała w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, współpracowała m.in. z zespołem Aleksander Maliszewski Band, orkiestrą Opery na Zamku w Szczecinie, Sinfoniettą Polonia i zespołem Le Quattro Stagioni. Przez dziesięć lat była związana z orkiestrą Teatru Wielkiego w Poznaniu, gdzie rozwijała swoje umiejętności pod kierunkiem wybitnych polskich i zagranicznych dyrygentów.

Od 2018 roku koncentruje się na kameralistyce i projektach solowych. Przez ponad cztery lata współpracowała z zespołem Tre Voci, z którym wykonała przeszło 200 koncertów na najważniejszych scenach w Polsce. Bierze udział w projekcie „Kolęda jest Kobietą”, tworzonym wspólnie z Joanną Dudkowską, Kasią Pakowską i Gosią Marciniak. W grudniu 2023 roku artystki wydały płytę z polskimi kolędami i pastorałkami. Aleksandra Awtuszewska koncertuje również z Beat Girls Trio, współpracuje z 4te (Forte) Quartet, a obecnie przygotowuje muzykę do spektaklu, którego premiera odbędzie się we wrześniu podczas festiwalu Druga Próba w Poznaniu. Ważną częścią jej działalności pozostaje pedagogika – z sukcesami kształci młodych adeptów gry na wiolonczeli w Zespole Szkół Muzycznych w Poznaniu.

W programie recitalu znalazły się: „Kaprys nr 1” Giuseppe Dall’Abaco, „Preludium” z I Suity na wiolonczelę solo G-dur, BWV 1007 Johanna Sebastiana Bacha, „Salut d’amour”, op. 12 Edwarda Elgara, „Łabędź” z „Karnawału zwierząt” Camille’a Saint-Saënsa, „Obój Gabriela” z filmu „Misja” Ennia Morriconego, „Oblivion” Astora Piazzolli oraz „Pieśń ptaków” Pabla Casalsa.

Tego dnia muzyka nie była jedynie artystycznym dodatkiem do oficjalnej uroczystości. Stała się kolejnym językiem pamięci. Ciepły, głęboki dźwięk wiolonczeli prowadził od barokowego skupienia Bacha i Dall’Abaco, przez romantyczną lirykę Elgara, aż po przejmujące melodie Morriconego, Piazzolli i Casalsa. Po słowach o przemijaniu, wojnie, utraconych grobach i ocalonych nagrobkach nie potrzeba już było kolejnych przemówień.

Pamięć jest zobowiązaniem żywych

Prawdziwe znaczenie podobnych przedsięwzięć ujawnia się dopiero wtedy, gdy milkną oficjalne wystąpienia, gasną aparaty fotograficzne, a uczestnicy wracają do domów. Odnowienie nekropolii nie jest próbą przywracania dawnych hierarchii społecznych ani budowaniem pomnika ziemiańskiego świata. Jest odzyskaniem fragmentu wspólnej historii, bez którego obraz Ziemi Kościańskiej pozostawałby niepełny.

Lossowowie byli ewangelikami reformowanymi i polskimi patriotami. Odbudowywali katolicki kościół, bronili polskiego języka, uczestniczyli w Powstaniu Wielkopolskim, walczyli we wrześniu 1939 roku i w Powstaniu Warszawskim. Ich historia burzy wygodne uproszczenia. Pokazuje, że polskość bywała szersza niż granice jednej konfesji, a odpowiedzialność za wspólnotę nie wymagała jednakowych modlitw.

Siedem nagrobków w Racocie nie zapada się już w ziemię. Inskrypcje ponownie można odczytać, a nazwiska odzyskały należne im miejsce w lokalnej pamięci. Teraz odpowiedzialność przechodzi na kolejnych ludzi: mieszkańców, samorządowców, społeczników, nauczycieli i tych, którzy zatrzymają się przy nekropolii choćby na kilka minut.

Bo cmentarze milczą tylko wtedy, gdy żywi przestają zadawać pytania. W Racocie pamięć przemówiła ponownie – głosem potomków, modlitwą, blaskiem czterech lampionów i dźwiękiem wiolonczeli. Tego popołudnia słowa „dążyć do dobra” otrzymały bardzo konkretny kształt: siedmiu ocalonych nagrobków.

 

List Konstantego Lossowa:

 

Sz. P.

Dr Emilian Prałat

Serdecznie dziękuję za zaproszenie na uroczystości związane z inauguracją odnowionej nekropolii rodu Lossowów w Racocie. Proszę mi wierzyć, że nie ma i dawno nie było uroczystości, na której bardziej chciałbym być. Niestety, muszę podporządkować się zaleceniom lekarzy i przyznać im rację: wiek oraz stan zdrowia wykluczają podróż z Warmii do rodzinnej Wielkopolski. Ale przecież nie moja nieobecność jest tutaj istotna. Najważniejszy jest wspaniały rezultat renowacji.

Panie Doktorze,

proszę przyjąć moje najserdeczniejsze podziękowania za inicjatywę, uzyskanie wymaganych uzgodnień konserwatorskich i kompleksową renowację tej małej nekropolii mojego rodu. Kieruję je do Pana osobiście oraz do członków Fundacji „Bonum adipisci” – Dążyć do dobra.

Gdy na początku lat siedemdziesiątych XX wieku po raz pierwszy, z wielkim wzruszeniem, stanąłem nad tymi grobami, nagrobki były jeszcze w stosunkowo dobrym stanie. Później jednak czas robił swoje: postępowała ich stopniowa degradacja i nie pomagało nawet czyszczenie myjką ciśnieniową sprowadzoną z Kościana. Stąd moja radość z wiadomości, że nekropolia zostanie poddana profesjonalnej rewaloryzacji, oraz wdzięczność wobec wykonawców.

Dobra w Gryżynie znajdowały się w rękach Lossowów przez ponad sto lat – od 1838 do 1939 roku – i były zarządzane kolejno przez czterech przedstawicieli rodu: Konstantego, Apolinarego, Aleksandra i Józefa. Na cmentarzu w Racocie spoczywają jednak tylko Konstanty z żoną Matyldą z Twardowskich oraz ich wnuk Aleksander z żoną Joanną z Lossowów. Nawiedzając nekropolię, nie sposób nie pomyśleć o dwóch pozostałych: synu Konstantego Apolinarym, pochowanym wraz z żoną Seweryną na cmentarzu rodowym Twardowskich w Kobylnikach, oraz ostatnim właścicielu Gryżyny, Józefie, pochowanym wraz z żoną Heleną z Szembeków na cmentarzu parafialnym Bożego Ciała przy ulicy Bluszczowej w Poznaniu. Pomyślmy o nich wszystkich jako o znakomitych gospodarzach, którzy przez kolejne pokolenia rozwijali i unowocześniali majątek. Wspomnijmy również pozostałych członków rodziny pochowanych w Racocie.

Obserwacja życia i obyczajów mieszkańców dworu w Gryżynie pozwala wyróżnić dwa zjawiska. Pierwszym z nich jest panujący tam ekumenizm. Halina, córka Józefa, wspominała, że dopiero w szkole, w wieku ośmiu lat, dowiedziała się od nauczycielki, iż jest ewangeliczką reformowaną. Po pożarze w 1884 roku jej dziadek Aleksander, jako kolator, odbudował z własnych funduszy katolicki kościół pw. św. Barbary.

Drugą rzucającą się w oczy cechą jest niewzruszenie polski i patriotyczny charakter obyczajów panujących we dworze – zarówno w okresie zaborów, jak i po odzyskaniu niepodległości.

Według zachowanego w rodzinie przekazu po śmierci Aleksandra wdowa Joanna nie zgodziła się, by pogrzeb męża poprowadził pastor przybyły z Leszna, który nie znał języka polskiego. Uroczystość odbyła się dopiero po kilku dniach, po sprowadzeniu z Warszawy duchownego mówiącego po polsku, przy surowym zakazie wygłaszania przemówień w języku niemieckim. Po wybuchu Powstania Wielkopolskiego Józef Lossow objął tymczasowe dowództwo Konnych Strzelców Straży Poznańskiej – oddziału, który 29 stycznia 1919 roku stał się 1. Pułkiem Ułanów Wielkopolskich, a w 1920 roku otrzymał ostatecznie nazwę 15. Pułku Ułanów Poznańskich.

Patriotyczną historię Lossowów z Gryżyny dopełniają, jak mi się wydaje, dwaj wnukowie Aleksandra, walczący we wrześniu 1939 roku z Niemcami. Adam z Grabonoga, służąc w 17. Pułku Ułanów Wielkopolskich z Leszna, objął dowodzenie szwadronem i wraz z pułkiem przedzierał się przez Puszczę Kampinoską do Warszawy. Trzykrotnie ranny, ze szpitala trafił do niemieckiej niewoli i do końca wojny przebywał w oflagu.

Aleksander „Alik” Lossow-Niemojowski, dowódca II plutonu w szwadronie ciężkich karabinów maszynowych 15. Pułku Ułanów Poznańskich, został ciężko ranny 10 września 1939 roku podczas walk pod Walewicami. Mimo trwałego inwalidztwa zaangażował się w konspirację, a w Powstaniu Warszawskim pełnił funkcję szefa sztabu Zgrupowania „Paweł”. Ciężko ranny 5 sierpnia 1944 roku podczas walk na cmentarzu ewangelickim na Woli, został przeniesiony do Szpitala Karola i Marii przy ulicy Leszno 136. Następnego dnia Niemcy rozstrzelali go wraz z grupą pacjentów i pracowników szpitala. Jedyny syn ostatniego właściciela Gryżyny nie ma zatem znanego, indywidualnego grobu. A był to mój ojciec chrzestny.

Szanowny Panie Prezesie,

jeszcze raz za wszystko dziękuję i życzę Panu dalszego rozwoju naukowego oraz wszelkiej pomyślności.

Konstanty Zygmunt Lossow
ostatni z wielkopolskiej linii rodu Lossowów

 

Views: 17

Comments are closed.